Opowieść grupowa v2.0

... czyli o wszystkim i o niczym ...

Moderatorzy: Konsul, Pretorianin, Moderatorzy Hyde Parku

Awatar użytkownika
Zbigniew
Co-OP Legionista
Posty: 95
Rejestracja: środa, 3 sierpnia 2016, 15:09
Medals: 8
Gender:
Status:
Offline

AO Optio Uczestnik zlotów IX Kohorty Mecenas IX Kohorty Złoty Medal Igrzysk IX Kohorty

Opowieść grupowa v2.0

Post autor: Zbigniew » wtorek, 16 czerwca 2020, 15:20

W piątek przeprowadziłem rozmowę w której wspólnie z Jaroczaro i Klonusem stwierdziliśmy że chcielibyśmy znowu napisać opowiadanie grupowe z konkretnymi zasadami:
-nie można pisać 2 postów pod rząd
-historia ma się zakończyć w 20 postów, więc im bliżej 20 postu trzeba kończyć powoli historię
-posty rozsądnej długości, aby nie trzeba było czytać 1 posta przez 10 minut(najlepiej krótkie sceny)
-nie zmieniamy settingu(w historie o smokach i rycerzach nie wrzucamy kosmitów i broni laserowej)
-każdy prowadzi swoją postać(najlepiej jakby przedstawił swoją postać w swoim 1 poście, ze względu na to ten 1 post może być dłuższy)
-postacie powinny się spotykać(unikamy sytuacji w której 1 czy 2 postacie w ogóle się nie spotkają)
-osią opowieści jest główny bohater(tym razem opisywany przeze mnie, planujemy zrobić więcej niż 1 taką opowieść)
-do zabawy może dołączyć się każdy
-pierwszy post ma za zadanie wprowadzenie do historii, więc będzie o wiele dłuższy od reszty
-staramy się nie blokować opowieści – jeśli ktoś zostawia cliffhanger-a (możliwość wyboru na sam koniec części) korzystamy z możliwości wpływu na fabułę, nie blokujemy postów, nie boimy się pisać
-co nie zapisane to nie ustalone – jeśli czegoś nie wiecie pytajcie, ale z założenia nie wstrzymujcie zabawy, bo być może ktoś miał coś innego na myśli – dostosowanie się do sytuacji też jest częścią tej zabawy
Jeśli chodzi o zasady to chyba wszystko, najlepiej jeśli historia była dynamiczna bez przesadnych opisów aby tym razem skończyć ją(stąd zasada 20 postów).
Pierwsza historia będzie utrzymana w świecie fantasy pełnym dziwnych stworzeń, smoków i nie zawsze honorowych rycerzy. Opowiadać będzie ona losy pewnego człowieka, który poprzysiągł zemstę na wszystkich smokach tego świata za doznane krzywdy, jednak po latach polowań, wyrzeczeń, pozostawionych na śmierć towarzyszach i zaciekłych bojach, dochodzi do wydarzenia po którym wcale nie jest pewien czy wszystko to co zrobił nie było pomyłką.
------------------------------------------
Cliff miał 32 lata, był wysokim, barczystym i umięśnionym mężczyzną o czarnych włosach wśród których prześwitały pasma siwych włosów, gdy był w wieku 6 lat cała jego wioska została spalona przez smoka, jedynie garstka ocalała uciekając przed pożogą, kłami i pazurami bestii. Jego twarz zdobiła długa blizna ciągnąca się od podbródka przez lewe oko po skroń, pamiątka po tej pamiętnej nocy, od tamtej pory życie go nie oszczędzało, dzieciństwo i młodość spędził jako włóczęga pracujący gdzie się dało obdarzony wzrokiem wyrażającym obrzydzenie dla jego blizn, jako młodzieniec wstąpił do kompani najemników zwanej Czarną kompanią, pod ich skrzydłami zaprawił się w bojach w wielu mniejszych konfliktach oraz w wojnie pomiędzy Gardią a Księstwem Herotu. Przez całe swe życie szczerze nienawidził smoków które oszpeciły go i odebrały wszystkich bliskich, w krainach północy smoki były co prawda rzadkością jednak Cliff uczestniczył w każdym polowaniu na smoka o którym zdołał się dowiedzieć, wraz z upływem lat stał się słynny jako łowca smoków, założył własną kompanię dzięki funduszom które zdobył podczas wojen oraz polowań na smoki, albowiem władcy płacili małe fortuny za smocze łby które mogliby powiesić nad swoimi tronami. Widział w smokach tylko krwawe bestie i poprzysiągł wybić wszystkie gady które zdoła odnaleźć, wraz ze swoją kompanią zwaną przez ludzi Łowcami smoków zabił niezliczona liczbę smoków niższych, tych bezrozumnych bestii kierujących się instynktem, 3 wyższe które były na tyle głupie żeby oblegać ten czy inny zamek, oraz jednego który władał ludzką mową który wypowiedział wojnę jednemu z miast które nie mogło przez niego otwierać nowych kopalni. Smoki były terytorialne rzadko można było spotkać 2 smoki w jednym miejscu, z ich ciał pozyskiwano składniki do mikstur alchemicznych, a ich krew używana była w medycynie i magicznych rytuałach ze względu na ogromną zawartość many, energii którą posiadały wszystkie istoty które przemierzały świat. Nieliczni z ludzi potrafili kształtować manę i naginać ją do swojej woli, zwani oni byli magami, i Cliff nie przepadał za tymi zarozumiałymi i perfekcyjnie wyglądającymi pyszałkiem gardzącymi niedoskonałościami duch i ciała. Niestety często musiał z nimi współpracować, albowiem tylko oni potrafili leczyć oparzenia spowodowane wyziewami smoków, czy truciznę niektórych z nich, od jednej z czarodziejek króla Hemfasta z Roden dowiedział się że sam posiada ogromny zasób many którą najprawdopodobniej daje mu ogromną sprawność fizyczną i zdolność szybkiego leczenia ran, podejrzewała że to ze względu na rany jakie poniósł za młodu w trakcie ataku smoka, mówiła że magia tego smoka mogła przeniknąć do jego organizmu i zmienić go w pewien sposób. Po tym wywodzie Cliff wraz z kompanią musiał uciekać z Roden po próbie skrócenia bezczelnej czarodziejki która próbowała pokroić Cliffa aby sprawdzić jakie zaszły zmiany w jego organizmie. Były także zakony rycerskie, Cliff nie lubił tych idiotów chyba bardziej niż samych magów, niby neutralne bandy zidiociałych fanatyków którzy wszędzie wpychali swoje głupie przysięgi. Kiedyś spotkał rycerza który nie chciał przepuścić go przez most, niestety Cliff nigdy nie dowiedział się czemu rycerz nie chciał puścić go za most albowiem kretyn złożył śluby milczenia i nie potrafił wytłumaczyć gestami dlaczego nie może przejść, gdy Cliff podjął próbę sforsowania mostu rycerz wyzwał go na pojedynek który zakończył się dla niego dość nieprzyjemną śmiercią z odrąbaną ręką oraz powybijanymi zębami albowiem gdy stracił rękę razem z mieczem wgryzł się w przedramię łowcy smoków dalej nie chcąc przepuścić go przez most, po tym incydencie Cliff unikał kontaktów z tymi świrami jak ich nazywał. Cliff nie był jednak złym człowiekiem, dbał o swoich ludzi, wypłacał godziwe wynagrodzenie a jego ludzi poszliby za nim w ogień. Na zlecenie księcia mało znaczącej krainy podjął się polowania na najprawdopodobniej smoka wyższego który terroryzował jego włości. Plan był prosty, osaczyć smoka gdy będzie atakował wioskę i zabić bestię wykorzystując zasadzkę, gdy dotarli na miejsce okazało się jednak że bestia wcale nie kwapi się do ataku a wręcz przeciwnie, widzieli ją tylko raz w oddali na tle nieba gdy bestia rozprostowywała skrzydła. Od wieśniaków dowiedzieli się że bestia żyje tu od lat i nigdy ich nie zaczepiała, dopiero gdy książe wysłał oddział w góry w poszukiwaniu skarbów których przypuszczalnie bronił, smok odpowiedział przemocą, było to głupie przeświadczenie w który wierzyło wielu ludzi, smoki wcale nie broniły skarbów, większość z nich nie potrafiła nawet używać ludzkiej mowy a co dopiero zdawać sobie sprawę z cenności złota. Po zachowaniu smoka Cliff był w stanie stwierdzić że nie jest to żaden wysoki smok a najprawdopodobniej, smok z rodzaju tych o bystrym umyśle i umiejętnością posługiwania się ludzką mową, on sam nazywał takie smoki arystokratami i tylko raz podjął się polowania na jednego z nich, co zaowocowało śmiercią połowy kompani oraz utracie przez niego dwóch palców u lewej dłoni i szramą biegnącą przez całe plecy która miała w zwyczaju sprawiać ogromny ból. Już miał wracać by odmówić zadania gdy na miejsce dotarł chyba cały zakon rycerski przewodzony przez hardo wyglądającego mistrza i zarozumiałego maga którego Cliff już kiedyś widział podczas jednego z polowań. Wiedział że nie wróży to nic dobrego, gdy spotkał się z zakonnikami i magiem aby wymienić się informacjami, Cliff miał zamiar zniechęcić zakon do ataku na smoka bowiem wiedział jak to się skończy, zginie większość lub wszyscy zakonnicy a mag zbiegnie widząc że nie uda się zabić smoka tak łatwo, to czego nie przewidział było pojawienie się smoka który w jednej chwili pojawił się na horyzoncie a w następnej przysiadł na skale obok miejsca w którym Cliff spotkał zakonników, i przemówił:
-Na imię mi Vesta, żyje w tych dolinach od 200 lat, nie ingerując w życie tutejszych ludzi, byłam tu przed nimi i zaatakuje tylko jeżeli wkroczyć na moje terytorium, zaniechajcie swojej inwazji albo przedstawcie warunki na jakich miałabym się stąd przenieść.
Cliffa zamurowało smok zaproponował wyniesienie się z ziemi ludzi na ich warunkach, nie mógł uwierzyć w to co słyszy, wstrząsnęło nim to do tego stopnia że przez głowę przeszła mu myśl:”Może z niektórymi smokami można było się dogadać, może moi kompani nie musieli umierać w cierpieniach”
Jego przemyślenie zostały przerwane przez wrzask, mistrza zakonnego:
-Na bestie, dawać włócznie z linami, uziemić go!!!

Awatar użytkownika
Klonus
AO St. Legionista
Posty: 338
Rejestracja: środa, 3 sierpnia 2016, 21:12
Medals: 9
Lokalizacja: Bydgoszcz
Gender:
Status:
Offline

AO Optio Uczestnik zlotów IX Kohorty Mecenas IX Kohorty Brązowy Medal Igrzysk IX Kohorty

Opowieść grupowa v2.0

Post autor: Klonus » poniedziałek, 22 czerwca 2020, 16:59

Krzyk mistrza nie spowodował zamieszania w zakonnych szeregach. Wręcz przeciwnie - z równego muru tarcz wychynął las ostrzy przeplatany grotami i drzewcami włóczni. Zakonna formacja zdawała się być jednym organizmem, na co z dumą zwrócił uwagę Jared, stojący w przednim szeregu. Brat wspomagał brata, a nad wszystkim czuwało oko mistrza i pomyślność bogów. Dlatego Zakon Wielkiego Oficjum mógł skutecznie stawać przed każdym, tym bardziej pokona tę plugawą bestię. Żelazne zbroje i równie żelazna dyscyplina zakonników stawią opór sile gadziny, zaś jego ewentualne haniebne sztuczki stwora ukróci towarzyszący im mag.
Takie właśnie myśli chodziły po głowie Jareda i z pewnością innych zbrojnych ruszających wprost na smoka. Duma, chluba i wysokie morale nie opuszczało ich aż do pierwszego ataki przeciwnika. Gdy bowiem ten zionął ogniem, całe otoczenie zamieniło się w płynące piekło, w którym z ciała i kości nie zostaje ślad, a stalowe zbroje i miecze pozostawiają po sobie wzgórki żużlu.
Jared stawił czoła płonącej apokalipsie chroniąc się za tarczą, cały czas licząc, iż towarzyszący drużynie mag uratuje ich... jakoś. Jego nie chwytały płomienie, choć panujące wokoło inferno paliło skórę. Wśród ogólnej spiekoty i żaru lejących się ze wszystkich stron, jego najbardziej piekło udo, przy którym, jak się po chwili zorientował, zawiesił niedawno otrzymany medalion. Ten niczym płynne żelazo rwał i piekł mięśnie. Gdy jednak Jared usłyszał cichy trzask z tamtej strony, ból uda stopniał, zaś zbrojnego uderzyła nowa fala gorąca bijąca od stojącej przed nim gadziny. Zbrojny przewrócił się pod naporem ognistego podmuchu pewien, że tym razem to już koniec, lecz wtedy ogień ustał. Smokowi zabrakło tchu.
Jared nie otwierał powiek, zdjęty lękiem o to, co zobaczy. Czy cokolwiek zobaczy - być może jego oczy zostały wypalone jak z pewnością rzecz się miała z jego włosami i skórą na twarzy. Usłyszał jedynie basowy głos: "Mija oferta jest wciąż aktualna" i trzepot błoniastych skrzydeł. Wtedy Jared usunął się w ciemność niepamięci.
[ obraz zewnętrzny ]

"[...]wola naciśnie na Formę, ciało to tylko podła Materia[...]" Jacek Dukaj "Inne pieśni"
Obrazek

Awatar użytkownika
Jaroczaro
Co-OP Optio
Posty: 865
Rejestracja: niedziela, 3 stycznia 2016, 12:56
Medals: 7
Gender:
Status:
Offline

RO Optio Uczestnik zlotów IX Kohorty Mecenas IX Kohorty

Opowieść grupowa v2.0

Post autor: Jaroczaro » niedziela, 28 czerwca 2020, 09:22

Sellena de Kapris jako arystokratka blisko spokrewniona z rodziną królewską, od urodzenia miała wszystko czego dusza zapragnie. Można rzec, że była rozpieczszona, zarozumiała i egoistyczna jednak prawda jest taka, że Sellena po prostu przyjmowała świat takim jaki jest. Odgrywała przydzieloną jej rolę i była w tym naprawdę dobra. Posiadała nieludzką zdolność rozpoznawania ludzi tak jakby czytała ich myśli. Potrafiła także błyskawicznie podejmować decyzje a kiedy sobie coś postanowiła zawsze doprowadzała sprawę do końca.

W dniu jej dziewiątych urodzin miasto zaatakował potężny smok. Przyglądając się wraz z ojcem z bezpiecznego balkonu wierzy jak olbrzymia bestia pali do ziemi wszystko co nie było chronione grubymi murami zamku, Sellena spojrzała na ojca dużymi szmaragdowymi oczkami. Wskazała paluszkiem na smoka pustoszącego podgrodzie i oznajmiła z poważną miną.
- Tato chcę na urodziny smoka, na którym będę mogła latać.
Smok całkowicie ją oaczrował i jego posiadanie stało się jej obsesją, która nigdy nie wygasła. Wraz z upływem lat jej uroda stała się słynna i wielu adoratorów próbowało zdobyć jej rękę jednak to czego chciała w posagu nie było łatwe do zdobycia.

Sellena stopniowo zaczynała się godzić z tym, że nigdy nie uda jej się zrealizować tego marzenia. Jej nadzieja odżyła gdy do zamku przybył książę pobliskiej krainy prosić o jej rękę. W końcu ktoś bardziej znaczący posiadający środki na realizację jej celu.

Na spotkanie ze smokiem książę zabrał ze sobą zastęp rycerzy, oddział zakonników, w tym prawdziwego maga, a nawet bandę najemników. Skończyło by się jak zawsze gdyby nie fakt, że smok przemówił co niemal zrzuciło Sellena z siodła. Znalazła kiedyś w bibliotece Zakonu starą księgę, w której było napisane, że wśród smoków istnieją jednostki dużo potężniejsze od innych znające nawet ludzką mowę ale są tak rzadkie, że od wieków żadnego nie widziano. Dalsza część spotkania przebiegła już w znanym Sellenie porządku. Smok ziewnął puszczając z dymem ponad połowę atakujących i odleciał.

I to były koniec wyprawy gdyby jej uwagi nie zwrócił mężczyzna, prawdopodobnie przywódca najemników. Z wyglądu brudny, nieokrzesany wojak ale Sellena dostrzegła nim coś jeszcze. Wiedziała, że jeżeli nie on to nikt inny nie zdoła jej pomóc. W jednej chwili wbiła ostrogi w konia uciekając ochroniarzom. W zgiełku znalazła na polu jakiegoś ledwożywego chłystka z zakonu, który wydał się jej nawet ładniutki. Po czym przebrała siebie wraz z nim w ochydne zbroje zabitych najemników. Usmarowała twarz sadzą i jednym wprawnym ruchem miecza pozbyła się pięknych długich włosów, o które dziennie troszczyło się kilku wyznaczonych służących. Ruszyła z rannym chłystkiem w kierunku obozu najemników myśląc, że w takim tumulcie z rannym na ramieniu nikt nie zwróci na nią zbytniej uwagi i łatwo będzie się wtopić w tłum.

Awatar użytkownika
Klonus
AO St. Legionista
Posty: 338
Rejestracja: środa, 3 sierpnia 2016, 21:12
Medals: 9
Lokalizacja: Bydgoszcz
Gender:
Status:
Offline

AO Optio Uczestnik zlotów IX Kohorty Mecenas IX Kohorty Brązowy Medal Igrzysk IX Kohorty

Opowieść grupowa v2.0

Post autor: Klonus » poniedziałek, 29 czerwca 2020, 22:47

Był piękny pogodny dzień i wydawało się, że nic nie mogło zmącić dobrego nastroju Jareda, gdy wchodził do kolejnej bezimiennej dla niego wnioski. Na niewielkim rynku przy chacie sołtysa napotkał spory tłumek. Oczywiście nie była to ilość ludzi, na jaką natknąć się można było w mieście, ale mając na uwadze wielkość siedliska, mogli to być wszyscy tutejsi wieśniacy. Gdy Jared przyjrzał się im, wielki grubas targał młodą dziewczynę w kierunku pobliskiego mostku. Wszyscy coś krzyczeli i lżyli młode dziewczę.
- Co się tu dzieje? - krzyknął zakonnik.
Na dźwięk jego tubalnego głosu tłum zamarł. Tłuścioch, nie puszczając dziewczyny z żelaznego uścisku, skłonił się i rzekł:
- Panie, to czarownica. Idziem wymierzyć jej sprawiedliwość.
- Czym zawiniła? - spytał Jared. Przyglądał się cały czas młódce. Miała brudne ubranie i włosy w nieładzie. Ewidentnie nie pochodziła stąd i z nadzieją patrzyła na zbrojnego.
- Ano... To czarownica - odparł gruby, jakby nie rozumiejąc, co jeszcze należy dodać.
Dalsze przekrzykiwania tłumu za czele z, jak się okazało, sołtysem upewniły jedynie zakonnika, że wieśniacy przeciwko dziewczynie nie mieli żadnych dowodów czy choćby poszlak. Po prostu dziwna jakaś była, więc na pewno para się czarami. Jared kazał puścić ją wolno, nawet odprowadził, by mieć pewność, że młode dziewcze znów nie wpadnie w kłopoty. Ona odwdzięczyła mu się pięknym uśmiechem i wisiorkiem, który zapewne sama stworzyła z patyków i jakiegoś ziela. Zakonnik przytroczył go sobie przy pasie.
I wówczas amulet zaczął piec. Palił skórę i żarem wgryzał się w mięśnie. Jared spróbował go oderwać, ale w jego miejscu zionęła jedynie dziura w nodze. Chłopak obudził się.

Mętlik myśli próbował rozsupłać łamigłówkę dziewczyny oskarżonej o czary, przeświadczenia iż rzeczywiście była wiedźmą, przeczucia że uratowała zakonnikowi życie, podejrzenia iż życie to zachował z całego oddziału tylko on i niejasnego wrażenia że wciąż znajduje się w towarzystwie kobiety, choć już nie tej z wioski. Siły wracały do zbrojnego, a myśli układały się w zwięzłą całość. Oddziału rzeczywiście nie było, Jared był w obcej zbroi z obcym orężem u boku, podtrzymywany z drugiej strony przez nieznaną sobie kobietę. Coś w niej było takiego, co starało się przebić przez wciąż odurzony umysł wojownika, ale myśl ta nie mogła znaleźć drogi ku świadomości. Czyżby ona również była wiedźmą?
[ obraz zewnętrzny ]

"[...]wola naciśnie na Formę, ciało to tylko podła Materia[...]" Jacek Dukaj "Inne pieśni"
Obrazek

Awatar użytkownika
Zbigniew
Co-OP Legionista
Posty: 95
Rejestracja: środa, 3 sierpnia 2016, 15:09
Medals: 8
Gender:
Status:
Offline

AO Optio Uczestnik zlotów IX Kohorty Mecenas IX Kohorty Złoty Medal Igrzysk IX Kohorty

Opowieść grupowa v2.0

Post autor: Zbigniew » poniedziałek, 6 lipca 2020, 13:54

Cliff przyzwyczaił się do widoku pobojowiska jakie zostawiał po sobie smok, ale tym razem sam był zszokowany, nigdy nie widział aby smok ział tak długo, ta samica musiała być naprawdę potężna jeżeli potrafiła zesłać takie inferno nieprzerwanie przez ponad kilkadziesiąt uderzeń serca. Nie był za to zaskoczony reakcją zakonników i maga, zbrojni momentalnie poszli w rozsypkę, nie licząc jednego śmiałka który jak ostatni idiota stał w ogniu z wyciągniętą tarczą tak jakby stanie w miejscu miałoby mu pomóc, mag za to zdarzył podnieść swoją laskę krzyknąć kilka niezrozumiałych słów i uciec widząc że jego inkantacja nie przynosi rezultatów.

Przyglądał się właśnie wzgórzu ku któremu odleciał smok gdy podbiegł do niego jeden z jego zwiadowców wysoki brunet o bystrym spojrzeniu zwany Danem, złapawszy oddech wyrzekł:
-Szefie, mistrz zakonników uciekł razem z magiem, nie zdarzyłem im przekazać twojej wiadomości.
-Nic się nie stało, nie spodziewałem się że zdołasz ich dogonić, ale i tak warto było spróbować.-rzekł i podał bukłak z wodą dla swojego zwiadowcy.
Dan pociągnął długi łyk z bukłaka i wyrzekł:
-To nie wszystko szefie, jakaś kobieta z mężczyzną na ramieniu podeszła pod nasz obóz i wymaga abyśmy ją do ciebie przyprowadzili.-mówiąc słowo "wymaga" uśmiechnął się szelmowsko jakby coś go bardzo rozbawiło.
-Hmm, jeśli jakaś niewiasta "wymaga", mojej atencji to ją dostanie-zażartował Cliff i uśmiechną się do Dana.
-Prowadź- rzekł i podążył za zwiadowcą w głąb lasu gdzie ukryła się jego kompania po ataku smoka.

Owa niewiasta okazała się córką zarządcy Borki, córką pracodawcy Cliffa, poznał to momentalnie albowiem miał doskonałą pamięć do twarzy, mimo krótko ściętych włosów nie zapomniał wyrazu bezbrzeżnej fascynacji gdy ktoś wspomniał o smoku w jej obecności.
-Będą kłopoty, to córka naszego pracodawcy-powiedział po cichu do Dana, a wyraz twarzy jego zwiadowcy zdradził kapitanowi że raczej nie potraktowali szlachcianki w należyty sposób.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wolne rozmowy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 2 gości